Ostatnio wpadliśmy ze znajomymi na dość szalony pomysł. Oczywiście stopień szaleństwa jest względny. Chodzi o to, że postanowiliśmy aby śpiwory naszych rodziców, czyli te duże, owalne molochy turystyczne stały się funkcjonalne.
Na początku nie mieliśmy pomysłu, wiec dla zabawy ułożyliśmy śpiwory w wieże, a na szczycie umieściliśmy kij symbolizujący flagę Stanów Zjednoczonych. Nie byliśmy zdobywcami i szybko rozwaliliśmy konstrukcję. W chwilach słabości twórczej niezastąpiony jest Internet. Na stronach Joe Monstera znaleźliśmy przepis jak zamienić śpiwory w coś co przypomina dziecięce kombinezony ze starych lat. Takie rozwiązanie nam nie odpowiadało bo wyglądaliśmy w tych kombinezonach jak biedne dzieci z Rumuni i nie chcieliśmy aby śpiwory nam o tym przypomniały. Z drugiej strony chcieliśmy wykorzystać te śpiwory w jakimś szczytnym celu. I wtedy przypomniał mi się Christo pakowacz, taki performator który jakiś czas temu zapakował Reichstag. Śpiwory naszych rodziców były rozpinane i zapinane tymi samymi zamkami błyskawicznymi. Używając wyobraźni i rąk Marka, który był krawcowym postanowiliśmy coś zapakować, coś czemu było zimno. A zimno było np. mojemu samochodzikowi na parkingu. Jak postanowiliśmy tak też zrobiliśmy i w niedługim czasie powstał imponujący zewnętrzny pokrowiec na samochód.
Brak komentarzy.